AI Designer
Marka wykuta z bazaltu. Cała kampania perfum — produkt, sesja, ruch — z modeli generatywnych za 2,78 dolara
Fikcyjna marka niszowych perfum z flakonem wykutym z bazaltu. Cały świat wizualny — packshoty, sesja w czternastu scenach, grawerunek, wideo — powstał end-to-end w modelach generatywnych, prowadzonych własnym pipeline'em jak plan zdjęciowy. Koszt całej kampanii: 2,78 dolara.

Kategoria perfum niszowych żyje z nowości: co sezon nowy flakon, nowa historia, nowy szum. TEPHRA jest pomyślana jako dokładne przeciwieństwo — marka, która się nie zmienia. Nazwa pochodzi z tefrochronologii: warstwa tephry, wulkanicznego wyrzutu, to w geologii stały punkt, względem którego datuje się wszystko inne. Flakon jest wykuty z pęcherzykowatego bazaltu — kamienia, który był już stały, gdy wulkan go wyrzucił. Zapach jako pomnik, nie jako sezonowa zachcianka.
To marka fikcyjna — projekt koncepcyjny, w którym klientem był brief, a nie firma. Zbudowałem go po to, żeby odpowiedzieć na jedno pytanie: czy da się poprowadzić modele generatywne tak, jak prowadzi się prawdziwą produkcję — z jednym reżyserowanym systemem światła, spójnym produktem i dyscypliną planu zdjęciowego? Bo pojedynczy ładny obrazek z AI to dziś żadna sztuka. Kampania, w której czternaście scen pokazuje ten sam obiekt, to zupełnie inny zawód.
Wulkan nie tylko wylewa. Wyrzuca. Bloki, które wyrzuca, są już stałe — nie płyną, pękają. Jeden z nich masz w dłoni.

Jeden produkt. Czternaście scen. Zero dryfu.
To jest test, którego „prompter“ nie przechodzi: ten sam flakon — ten sam bazalt, ta sama nakrętka z radełkowaniem, ta sama skala — utrzymany w mokrym kamieniu, na lodzie, w wulkanicznym popiele i pod pojedynczym reflektorem. Każda scena była generowana z jednego kanonicznego packshotu (reference-lock), więc produkt nie „dryfuje“ między kadrami, jak to zwykle bywa z obrazkami z AI.
Sesja ma też wewnętrzną logikę, nie jest zbiorem przypadkowych klimatów: trzy sceny materiałowe to trzy klasy ziarna tephry — popiół, lapilli, blok. Coś, co w generowaniu obrazów zwykle jest redundancją, tu stało się taksonomią marki.
Arkusz stykowy — 14 scen · kliknij, aby powiększyć














Nie klikałem kadrów. Zbudowałem pipeline.
Silnikiem kampanii nie jest czat z obrazkami, tylko własny klient API napisany w Pythonie, spinający trzy modele: FLUX.2 od Black Forest Labs do obrazu, Nano Banana Pro do edycji i grawerunku logotypu w kamieniu, Seedance do ruchu. Pipeline sam dobiera wspierany format i proporcje pod każdy model, trzyma spójność produktu przez reference-lock i loguje realny koszt każdej generacji.
Ta ostatnia liczba jest ważna, bo rozbraja mit o drogiej produkcji: cała kampania — 34 płatne generacje — kosztowała 2,78 dolara, średnio 8 centów za gotowy asset. Sesja zdjęciowa z takim flakonem, sceną z lodu i wulkanicznym popiołem kosztowałaby w realu dziesiątki tysięcy.
Najciekawsza część jest jednak najmniej widowiskowa. Po tym, jak model raz zahalucynował bełkotliwy „napis marki“ na flakonie — a reference-lock posłusznie powielił błąd w każdej kolejnej scenie — dopisałem do pipeline’u pre-flight linter: kontrolę, która blokuje płatną generację, gdy prompt zostawia lukę semantyczną. Reguła jest prosta i brutalna: model dyfuzyjny nie zostawi pustego miejsca — zawsze je czymś wypełni. Więc żadna powierzchnia nie może być opisana przez zaprzeczenie („bez tekstu“), tylko przez pozytywny stan („całkowicie gładka i nieoznaczona“). To dokładnie ta sama dyscyplina co w przygotowalni druku: błąd wyłapany przed maszyną kosztuje grosze, błąd na maszynie kosztuje nakład.
Kamień stoi. Rusza się kamera i światło.
Reguła produkcyjna dla ruchu wynika wprost z pozycjonowania: obiekt nie unosi się, nie obraca, nie rozsypuje w cząstki. Jedna zasada zabija cały słownik typowego „AI-owego“ ruchu produktowego — bo pomnik się nie lewituje. Animować wolno tylko kamerę i światło.
Litera z narzędzia
Logotyp nie jest gotowym fontem, tylko żywym wektorem rysowanym z reguły: frez CNC nie potrafi wyciąć ostrego narożnika wewnętrznego — zawsze zostawia promień. To fizyczne ograniczenie stało się sygnaturą liternictwa: końce kresek zaokrąglone, styki brzytwiasto ostre — odwrotność każdego taniego filtra „bevel“. Generator liczy wypukłość z geometrii, więc reguły nie da się pomylić ręcznie.
Dlaczego to jest w tym portfolio
TEPHRA pokazuje tę samą rzecz co moje aplikacje, tylko od strony kreacji: z modeli generatywnych da się wycisnąć spójną, reżyserowaną kampanię — ale nie promptem, tylko systemem: kanoniczny produkt, zamknięty słownik światła, reguły zapisane w kodzie i kontrola jakości przed każdą płatną generacją. To jest dokładnie praca art directora z planu zdjęciowego, przeniesiona na plan, który mieści się w terminalu. A dyscyplinę do niej wyniosłem z drukarni, gdzie za niedopilnowany szczegół płaci się całym nakładem.
TEPHRA jest marką fikcyjną, bez afiliacji z jakimkolwiek istniejącym domem perfumeryjnym. Całość powstała jako demonstracja procesu.